Teramaze (2022) – Flight of the Wounded

Lawirowania w miejscu ciąg dalszy

Dziesiąty album Australijczyków, zdaniem Deana Wellsa, miał wprowadzić nową jakość w muzyce Teramaze. Lider formacji zapowiadał emocjonalną dojrzałość, lepszą realizację, nieszablonowość i w ogóle och-ach-ech. Pierwsze single niczego nowego nie zapowiadały, wręcz przeciwnie – miało się nieodparte wrażenie, że Flight of the Wounded będzie po prostu kolejnym, wypuszczonym taśmociągiem wydawnictwem. I niestety pierwszy jego odsłuch tylko to potwierdził.

Wells chwali się tym, że w ciągu roku wydał aż trzy albumy studyjne i byłby to wyczyn naprawdę imponujący, gdyby nie fakt, że niemal każdy z nich (no, może poza I Wonder), to nieustanne odgrzewanie tego samego kotleta. Reszta składu brzmi, jakby była zależna od kaprysów swojego lidera, a ten z kolei od czterech krążków całkowicie przejął myśl artystyczną grupy. Na Flight of the Wounded udowadnia, że jest wprawionym gitarzystą i producentem, ale jako wokaliście brakuje mu lekkości w głosie, z której zresztą słynęli Brett Rerekura czy Nathan Peachey*. Mało tego, jako tekściarz wciąż lawiruje wokół tych samych tematów – upadku człowieczeństwa, zmierzania w stronę nieuchronnej apokalipsy, walki z systemem oraz społecznymi paradygmatami. Liryki same w sobie nie są jakoś źle napisane, mają odpowiedni emocjonalny impet, ale nie wychodzą poza wypracowany przez Wellsa szablon.

Zostawmy jednak naszego megalomańskiego lidera na chwilę w spokoju. Nowy materiał Teramaze to nic innego jak kolejny, wyszlifowany w studiu produkt, składający się z dziewięciu kompozycji. Ale czy złych? Nie, po prostu dość generycznych, szczególnie w perspektywie ich dotychczasowych dokonań. Z jednej strony mamy tu progmetalowe samograje (For the Thrill, Dangerous Me), podtrzymywane nośnymi refrenami i imponującymi solówkami.  Z drugiej zaś lukrowane snuje (The Thieves Are Out, Battle) – odegrane absolutnie bezwysiłkowo (Nick Ross marnuje się za bębnami), na dodatek prowadzone przez prozaiczne melodie. Nieco więcej inwencji słychać w otwierającym Flight of the Wounded (dobra praca gitar Wellsa i Chrisa Zoupy), jak również Gold oraz Ticket to the Next Apocalypse, gdzie nasz kwartet wraca do swoich thrashowych korzeni. Zdecydowanie najlepiej na płycie wypadają Until the Lights oraz In the Ruins of Angels. Ten pierwszy do połowy przypomina nieco Space-Dye Vest Dream Theater, z czasem jednak zyskuje własną tożsamość; drugi zaś zaskakuje nietypowym – jak na standardy grupy – metrum, świetnymi partiami basu Andrew Camerona i dobrze poprowadzoną warstwą melodyczną (również w wokalach!). Niestety dwa stosunkowo świeże utwory to zdecydowanie za mało, by pisać o nowej jakości.

Australijczycy kolejny rok stoją w miejscu. Flight of the Wounded, podobnie zresztą jak ostatnie wydawnictwa Teramaze, nie zawojuje branży i nie zdobędzie nowych słuchaczy. Ktoś w tym momencie może podważyć zasadność pisania recenzji ich – pisanych hurtowo – płyt. W końcu niewiele się od siebie różnią. Po reaktywacji w 2012 roku grupa wypuściła trzy świetne materiały – Anhedonię (2012), Esoteric Symbolism (2014) oraz Her Halo (2015) – i był to zdecydowanie najlepszy okres w ich karierze. Dlatego też tym bardziej przykro się patrzy na to, czym obecnie jest Teramaze – machiną stworzoną na ambicjach ich lidera, w której liczy się jednostka, a nie zespół. Wellsowi na pewno nie można odmówić dwóch rzeczy – ma świetny warsztat i jest płodnym twórcą. Nie zmienia to faktu, że wypuścił niemalże identyczny krążek – co prawda technicznie spełniony, perfekcyjne wyprodukowany i jak najbardziej słuchalny – napisany pod dyktando swoich poprzedników.

I właśnie dlatego powinno się pisać recenzje ich (jego?) wydawnictw. W końcu krytyka była niejednokrotnie zwiastunem zmian na lepsze. A patrząc na obecne dokonania Australijczyków, które nie zwiastują perspektyw, potrzebują ich jak nikt inny.

Łukasz Jakubiak


*) poprzedni wokaliści formacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.