Ray Alder (2023) – II

Wypełnić pustkę

Kiedy Fates Warning postanowił zawiesić swoją działalność (prawdopodobnie już na stałe), członkowie grupy postanowili skupić się na pobocznych projektach. I tak Ray Alder (wraz z Markiem Zonderem) wypuścił w zeszłym roku debiutancki krążek A-Z, w tym zaś uraczył nas drugim albumem solowym. Tak po prawdzie od wydania What the Water Wants (2019) niewiele się zmieniło. Wokalistę po raz kolejny wsparli Mike Abdow (gitara, bas), Tony Hernando (gitara, bas), Craig Anderson (perkusja) oraz Simone Mularoni (miks, mastering); z kolei samo wydawnictwo – zarówno muzycznie, jak i lirycznie – obraca się wokół wypracowanych konceptów. Na szczęście Alder jak nikt inny potrafi je odpowiednio oprawić i sprzedać.

Ray w tekstach porusza tematy nieoczekiwanych zmian, samotności, ucieczki przed przeszłością oraz wewnętrznej otchłani; podpina je pod motywy deszczu (obmywania) czy czasu – generalnie jego chleb powszedni. Wciąż jednak pryncypalna okazuje się forma ich interpretacji. I pod tym względem Alder znów nie zawodzi – czuje liryki jak żaden inny wokalista rockowy; jego głos wciąż jest wyrazisty, szczery, pełen emocji. Facet naprawdę wdzięcznie się starzeje. A jak broni się sama muzyka? Choć Dwójka opiera się na podobnych schematach co poprzednik, to okazuje się jednak albumem lepiej ułożonym.

Utwory na II bardziej się skrystalizowały – mniej tu skakania po gatunkach, więcej prog metalu skondensowanego z melodyjnym rockiem. W materiale nie zabrakło swoistych klasyków, wspartych agresywnymi riffami (Hands of Time, Silence the Enemy), ale też przestrzennych ballad (Keep Wandering), niekiedy przybierających oprawę iście lamentacyjną (rewelacyjny, otwierający krążek This Hollow Shell). Alderowi miejscami zdarzy się skręcić w stronę nośnych melodii, co doskonale słychać na porywających refrenami My Oblivion czy Passengers. Wciąż jednak mamy tu do czynienia z albumem stricte progresywnym – rozkochanym w latach 90. czy 00. – choć w kilku kompozycjach sięgającym po bardziej nowatorskie formy.

Doskonałym tego przejawem jest Waiting for Some Sun – podszywający się pod elegijną balladę, która chwilę później ustępuje kwadratowym – wręcz djentowym – riffom, podlanym odrobiną elektroniki. Choć Hernando pokazuje na Dwójce imponujący warsztat, to drugą największą gwiazdą albumu okazuje się Mike Abdow. Muzyk od lat wspierający Fates Warning doskonale rozumie ekspresyjność Aldera – uzupełnia jego partie, wzbogaca kompozycje unikalną melodyką i solówkami. Swoją drogą nawet sam Andreson udowadnia, że potrafi wyjść ze sterylnego szablonu i zagrać coś ambitniejszego. Bębny nie były mocną stroną debiutu Aldera; w przypadku II widać poprawę, choć do zachwytów jeszcze im daleko. Kolejnymi udanymi strzałami okazały się Those Words I Bled oraz Changes. Ten pierwszy rozpoczynający się od chorusowego riffu, zręcznie zmieniający nastroje w liniach melodycznych (od chwytliwych po bardziej ponure, wręcz rozżalone). Drugi zaś – najdłuższy na płycie – ogląda się za późnymi ejtisami, dorzucając polifoniczne gitary i refren, który trudno będzie wyrzucić z głowy. W ramach bonusu Ray zaproponował akustyczną wersję This Hollow Shell – nie tak dobrą jak oryginał, zdecydowanie mniej rozkrzyczaną, ale stanowi przyjemne uzupełnienie wydawnictwa.

Ray Alder na swoim nowym albumie po raz kolejny mierzy się z pustką. Co niektórzy mogą zarzucić mu tendencyjność i powielanie znajomych motywów, które przewijały się już w tekstach Theories of Flight (2016) Fates Warning. Nie zmienia to faktu, że muzyka to idealne pole do podjęcia mentalnej bitwy. Ray eksploruje bowiem sfery, które współczesny metal uznaje za łzawe i często je bagatelizuje. Na Dwójce wokalista zakotwicza jeszcze głębiej, bo opowiada o lękach egzystencji oraz syzyfowych próbach odzyskania kontroli nad życiem. To właśnie jego wrażliwość oraz umiejętność przekładania tak delikatnych tematów na rozrywkowe medium wpływa na pozytywny odbiór płyty, nawet jeśli trudno nazwać ją przełomem w gatunku. To kolejne udane wydawnictwo w dorobku Aldera – może i odrobinę za bardzo oglądające się za siebie, ale wciąż z dobrym zapleczem instrumentalnym, a przy tym zawodowo zaśpiewane i wyprodukowane. Jeśli więc byliście zawiedzeni piosenkowym A-Z, to II wypełni tę pustkę z nawiązką.

Łukasz Jakubiak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.