Samara Joy – Katowice, NOSPR, 12.04.2024

Występ Samary Joy w katowickim NOSPR nie był pierwszą wizytą młodej wokalistki w Polsce. Amerykanka gościła już w naszym kraju dwukrotnie, ale za każdym razem występowała w warszawskim klubie Jassmine. Po raz pierwszy zatem miała okazję pokazać się polskiej  publiczności w dużym obiekcie. Mam przekonanie, graniczące z pewnością, że młodziutka, potrójna laureatka nagrody Grammy, już teraz, niemal u progu swojej kariery muzycznej, wspięła się na poziom nieosiągalny dla wielu wokalistek. Bez wahania można ją określić spadkobierczynią tradycji Sary Vaughan, Anity Baker czy jej osobistej idolki – Betty Carter. Mistrzowskie frazowanie, niezwykła rozpiętość emocjonalna, umiejętne łączenie oldschoolowej tradycji jazzowej z nowoczesnym podejściem do interpretacji piosenek z kanonu – to wszystko spowodowało, że Samara Joy w ciągu kilku lat znalazła się w absolutnej czołówce współczesnych wokalistek jazzowych.

Katowicki koncert potwierdził zarówno wokalną, jak i i sceniczną dojrzałość 24-letniej Joy. Już na samym początku postawiła sobie poprzeczkę niezwykle wysoko, śpiewając a cappella utwór Charlesa Mingusa Reincarnation of A Lovebird. Dalej było jeszcze lepiej – zaproponowała zróżnicowaną setlistę, na którą złożyły się: covery standardów (Tight, Guess Who I Saw czy Dreams Come True), utwory oryginalnie skomponowane jako instrumentalne (m.in. Nostalgia (The Day I Knew) Fatsa Navarro, ’Round Midnight Theloniousa Monka), a także własne (porywający Piece Of Mind). Doskonała dykcja i właściwie wykorzystanie głosu jako kolejnego instrumentu powoduje, że Samara jest nie tylko wokalistką, ale też niemal dodatkową instrumentalistką swojego zespołu. Publiczności oferuje wrażliwość i zmysłowość, skromność nie tłumiącą niepowtarzalnej ekspresyjności, a także znakomite równoważenie szacunku wobec kanonu jazzu z wyrażaniem własnej osobowości wokalnej Samary Joy.

Amerykańskiej piosenkarce na scenie towarzyszyła trójka młodych, zdolnych instrumentalistów, którzy którym sprawnie radzili sobie z wyrazistymi aranżacjami, a występ miał klimat niczym w nowojorskim klubie (Blue Note, Village Vanguard, a może Birdland): Evan Sherman (perkusja), Felix Moseholm (kontrabas), Cameron Campbell (fortepian).

Marek J. Śmietański

PS. Fotorelacja przygotowana dzięki uprzejmości agencji 4music.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.